Nalewka wiśniowa

Chciałabym się podzielić z wami moją pierwszą w życiu nalewką z wiśni, ale zaczęłam ją robić w lipcu i za nic nie pamiętam ile wagowo było wiśni… 🙁 Było tak, że dostałam całą skrzynkę wiśni, a ponieważ nigdy nie robiłam żadnych przetworów do oczu zajrzało mi przerażenie. Z jednej strony pojęcia nie miałam co zrobić z taką ilością owoców, a z drugiej grzechem by było wyrzucić je do śmieci. Godzina była już późna, w oczach łzy, a w głowie dudniło: „Co robić?! Co robić?! Po co ja to wzięłam?!”. No więc nalewka wydała mi się najlepszym i najszybszym rozwiązaniem, choć jak już wspomniałam, doświadczenia nie miałam za grosz.

Wiśni nie drylowałam. W całości wrzuciłam je do 3 L słoja i zalałam 1 L spirytusu (tyle dokładnie mi się zmieściło). Niestety nie umiem napisać jaka była waga tych wiśni 🙁

Tak zalane wisienki odstawiłam w cień na 6 tygodni. Następnie odlałam z nich spirytus, a wiśnie zalałam 1 L miodu. Tym razem czekałam ok 3 tygodnie. Wszystko, tzn. wcześniej odlany spirytus i teraz odlany sok, przelałam do jednego garnka. Smak już mi pasował, nalewka była mocna i nie za słodka 🙂 I teraz tak.. Każdy musi sam posmakować czy chce dolać wody i nieco rozcieńczyć nalewkę, czy raczej woli mocny trunek. U mnie obyło się bez wody 😛 Porozlewałam do butelek i teraz delektuję się smakiem mojej pierwszej w życiu nalewki 🙂 Cudowne uczucie 🙂

5
Print Friendly

4 comments / Dodaj komentarz poniżej

Dodaj komentarz